czwartek, 12 grudnia 2019

Awaria systemu

Podobno jakaś znacząca pełnia księżyca jest i ona sprawia, że stare się kończy a nowe zaczyna w sposób bardzo zaskakujący. U mnie wygenerowała serię wymuszonych początków. Chciałam ratować swojego dogorywającego laptopa i usunąć z jego starej pamięci nadmiar niepotrzebnych treści. Usunęłam zbyt dokładnie. Mój komputer zapomniał jak się nazywa, jak ja się nazywam i generalnie wszystko, co istotne, żeby odnaleźć się w cyberprzestrzeni.

czwartek, 5 grudnia 2019

Piżama w reniferki

- Napisałaś już?
- Co napisałam? – Odpowiedziała niezbyt grzecznie Maria i po chwili zorientowała się, że w pokoju nikogo nie ma.
- List. Napisałaś? – Stanowczy dziewczęcy głosik domagał się odpowiedzi. Maria wstała z kanapy i z rosnącym niepokojem rozejrzała się po mieszkaniu. Było puste.
- No, powiesz mi w końcu, czy napisałaś ten list? Chyba, że znowu zapomniałaś? – Głosik nie odpuszczał.
-  Jaki list do cholery?! – Maria sięgnęła po środki uspokajające i właśnie miała je połknąć, gdy głosik znów się odezwał.
-  To nic nie da. Po prostu odpowiedz mi czy napisałaś list czy nie?
-  Nie. Nie napisałam żadnego listu odkąd…
- Wiedziałam! Wiedziałam – głosik wykrzyknął najpierw z satysfakcją, po czym powtórzył już mniej radośnie – Przestałaś wierzyć. Dlaczego?
-  W co przestałam wierzyć? I w ogóle, kto pyta? – Maria była na skraju paniki. Kiedy wypisywano ją ze szpitala, lekarz wyraźnie powiedział, że gdyby kiedykolwiek usłyszała głosy, ma się natychmiast zgłosić. Słyszy głos. Jeden. Czy ma już pakować torbę i jechać z powrotem? A co z kotem? A co niedokończoną robotą, a …
-  Ja.
-  Co ja?
-  Ja. Pytałaś kto. Ja.
-  Co za ja?
-  Zapomniałaś. Zapomniałaś i przestałaś wierzyć. Nie piszesz listów a potem się dziwisz – głosik był wyraźnie zirytowany.
-   Zapomniałam, zapomniałam! Ja zapominam, że sobie herbatę zalać miałam, kluczy do mieszkania zapominam, rachunków zapłacić zapominam, dni mi się mylą! Zlituj się. Możesz mi normalnie powiedzieć kim jesteś i o jakie pieprzone listy ci chodzi?! – Maria usłyszała swój głos i z przerażeniem uświadomiła sobie, że krzyczy. Nie. Wrzeszczy!
-  Nie krzycz na mnie – cichutko poprosił głosik. Był wyraźnie wystraszony.
-  Nie krzyczę.
-  Krzyczysz.
-  Nie na ciebie.
-  Na mnie. Przestań. Nie lubię tego. Tej piżamy też nie lubię. Jest brzydka. Lubię tamtą, w renifery.
Maria przyjrzała się swojej piżamie i musiała przyznać głosikowi rację. Piżama była okropnie brzydka. I smutna taka jakaś. Zupełnie do niczego. Materiał też wcale nie był przyjemny. Dlaczego wciąż ją nosi?
-  Czemu wciąż ją nosisz?
-  Nie wiem. Jest paskudna, masz rację.
- Ohydna, obleśna, obrzydliwa, koszmarna, potworna, bleeee…  - Głosik pokrzykiwał udając, że zaraz zwymiotuje - Wywal! – Rozkazał a Maria, ku swojemu zdziwieniu, zdjęła z siebie piżamę, zwinęła w kulkę i wyrzuciła do kosza na śmieci. Poczuła ulgę i coś, jakby odrobinkę radości. Nie była pewna, ale tak, to była radość.
-  Od razu lepiej – ucieszył się głosik – nawet nie jesteś taka gruba. I czego się wstydzisz? Fajnie wyglądasz. Myślałam, że będzie gorzej. Ale jak ci zimno, to wskakuj w reniferki!
-   Dres założę – Maria, odruchowo zakrywając biust, sięgnęła po ubranie.
-  Ja wolę reniferki. Po co kupiłaś sobie piżamę w reniferki, skoro w ogóle jej nie nosisz? Do trumny się w to ubierzesz? Zresztą, zakładaj, co chcesz, byle szybko, bo nie zdążysz.
-   Czego nie zdążę? – Maria wciągnęła szybko wyciągnięte dresowe spodnie i nudną, szarą polarową bluzę i znów usiadła na kanapie. Nawet gdyby była jednak chora, to najpierw skończy tę idiotyczną rozmowę z denerwującym głosikiem.  
-  A o czym my tu od godziny rozmawiamy? – fuknął głosik
- No, właśnie nie bardzo wiem, dlatego pytam. I może mi w końcu powiesz, jaki list i do kogo miałabym według ciebie napisać?
- Rany, jaka ty tępa jesteś! Jaki dzisiaj mamy dzień? – Głosik stracił resztki cierpliwości.
- Czwartek, chyba…
- No, ale dzień miesiąca, który?
- Piąty. Wczoraj była Barbórka, jutro… o cholera!
- Tylko nie zapomnij poprosić o…, chyba, że już nie chcesz? – wyszeptał głosik.
- Chcę, chcę. Poproszę. Obiecuję  - Maria wyrwała kartkę z zeszytu, w którym bez powodzenia próbowała prowadzić domowy budżet, a potem zielonym flamastrem, bo innego nie miała pod ręką, zaczęła pisać: Kochany św. Mikołaju…  
Głosik zamilkł, zwinął się w kłębek, jak kot i spokojnie zasnął na kanapie.




środa, 4 grudnia 2019

Zdjęcia z wakacji - Listopadowa nostalgia

Chłodny listopadowy poranek. Mglisto, szaro i ogólnie dość paskudnie. Nie chce mi się nawet wstawać z łóżka. Gdybym mieszkała nad morzem, to by mi się może chciało, pomyśłałam i... Eureka! Przecież ja takie mini-morze mam pod nosem. Wygrzebałam się spod ciepłej kołderki, zjadłam sniadanie  i wyruszyłam na wyprawę. 

poniedziałek, 25 listopada 2019

Zdjęcia z wakacji - Puszcza Chorzowska

Mam szczęście. Mieszkam tuż przy jednym z największych parków miejskich w Europie. Gdy powietrze w centrum mojego miasta osiąga taką gęstość, że nie tylko mogę je zobaczyć, ale też swobodnie wyczuć między palcami, mam gdzie zaczerpnąć haust ciut czystszego. 

wtorek, 19 listopada 2019

Zdjęcia z wakacji - Puk, puk w okieneczko.

Kiedy moje miasto, pełne absurdów i bylejakości daje mi w kość, uciekam w jego rejony, które od tych wad wydają mi się wolne. Jednym z moich ulubionych miejsc jest Skansen, szczególnie w poniedziałki, kiedy wstęp na ten cudowny obszar ciszy i spokoju jest wolny. Nie jestem wstanie policzyć ile razy w ciągu pół wieku spacerowałam wśród pachnących starym drewnem chat. 
Pierwsze wycieczki odbywałam tam jeszcze jako pasażerka spacerowego wózka. 
Może dlatego tak bardzo lubię to miejsce? 
I chociaż chodzę tam bardzo często, za każdym razem coś innego przyciąga moją uwagę.

piątek, 15 listopada 2019

Chińskie ciasteczko

Gdyby teraz ktoś poprosił Marię, by wybrała utwór ilustrujący jej dzisiejszy dzień, wskazałaby bez wahania piosenkę Agnieszki Chylińskiej. To był zły dzień. Zaczęło się od samego rana.

poniedziałek, 11 listopada 2019

Zdjęcia z wakacji - Niebrukowaną drogą do Rumunii

Lubię jeżdzić wąskimi drogami, przez wsie i miasteczka. Niespiesznie. Widokowo. Więc kiedy pada propozycja: A może byś... to ja się zgadzam od razu. Zmieniam opony na zimowe, myję autko, tankuję bak do pełna i  jadę! Tym razem kierunek - Konin. W towarzystwie Bratniej Duszy i Pani Nawigacji. 
Naszą podroż rozpoczynamy w Dąbrowie Górniczej od kilku nieudanych prób wyjechania poza jej granice.

sobota, 2 listopada 2019

Zapiski nałogowego czytacza - Najlepsza książka na świecie, Peter Stjernstrom


Chyba każdy pisarz marzy w głębi duszy o napisaniu najlepszej książki na świecie. Książki, która zagościłaby na szczytach list bestsellerów każdej kategorii i była czytana przez miliardy czytelników na całym świecie, niezależnie od ich płci, wieku czy pochodzenia. Czy Peterowi Stjernstromowi udała się ta sztu(cz)ka?

środa, 30 października 2019

Jesienny zielnik

Pamietam, jak za czasów szkolnych, kazano nam zbierać jesienne liście, suszyć, prasować i wklejać do zielników. Albo robić z nich bukiety. A z jarzębiny korale. Z tych wszystkich prac botaniczno-manualnych lubiłam chyba tylko robienie ludzików z kasztanów. Ale w domu, z tatą. 
Tworzyliśmy całe stada pokracznych chłopków i zwierzaków. Kurzyły sie potem na pólkach obok książek i znikały przy okazji światecznych porządków.
Nie robię już ludzików z kasztanów. Nie zbieram liści na bukiety. Nawet dyni nie kupuję w celach dekoracyjnych. Moje jesienne zajęcia plastyczno-botaniczne ograniczają się teraz do polowania z aparatem na wyjątkowe okazy liści. 

sobota, 19 października 2019

Śladami Klary

Wycieczki śladami bohaterów literackich czy postaci filmowych są dość popularne. Postanowiłam i ja wybrać się w taką podróż i sprawdzić, jak się ma Klara i czy rzeczywiście dobrze. Przed wyjazdem poprosiłam o wsparcie  swojego Anioła Stróża, dokładnie tak, jak Klara. Muszę przyznać, że wykonał  zadanie znakomicie. Podroż przebiegła bez zakłóceń. Sypał mi pod nogi białe pióra i roztaczał tęczę na niebie przez kilka dni pod rząd.

wtorek, 15 października 2019

Zdjęcia z wakacji - Z szafy do muzeum

Tym razem naprawdę byłam na wakacjach! Wyjechałam daleko, daleko... aż nad morze moje ukochane, do najwspanialszego z miast, do Gdyni. 
Uzupełniłam niedobory jodu, wymieniłam powietrze w płucach na czyste, przedreptałam na własnych nogach równe sto kilometrów i napatrzyłam się w dal, po horyzont. Cudowne uczucie. 

poniedziałek, 30 września 2019

Zapiski nałogowego czytacza - Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął. Jonas Jonasson


Trudno mi będzie napisać coś poza: 
Przeczytajcie koniecznie, a jeśli już czytaliście, to zróbcie to jeszcze raz!

Trudność wynika z tego, że ja się nie mogę przestać śmiać, a kiedy się śmieję, nie za bardzo mogę pisać, bo nie trafiam w odpowiednie miejsca na klawiaturze i przez łzy, nie widzę wyraźnie ekranu monitora.

czwartek, 26 września 2019

(Nie)przypadkowe telefony


Hrabina nie mogła dojść do siebie. Na przemian płakała rzewnymi łzami i klęła, na czym świat stoi. To opadała bez sił na fotel, to rzucała się w wir obowiązków domowych. Łykała kilogramami piguły i proszki różnorakie, zapominając o zjedzeniu zasadniczego posiłku. Planowała działania na najbliższy rok, po to tylko, by dojść po chwili do wniosku, że raczej może jednak od razu zemrze. I pewnie byłaby tą ostatnią myśl zrealizowała, gdyby nie seria dziwnych telefonów.
Pierwsza zadzwoniła Renata.
- Ty wiesz, Ciociu, co się stało? Dzwoniłam do ciebie, ale odebrała jakaś Regina. I że niby nie ma pomyłek, mówiła, i w czym mogę pomóc pytała bez przerwy. Nie wiem, o co w tym wszystkim chodzi? Co to za Regina, Ciociu?
Następnie zadzwoniła córka Renaty, Anna.

wtorek, 24 września 2019

Święto spadającego liścia


Czekałam na ten dzień cały rok. Wczoraj jeszcze zbyt dużo światła, rażącego w oczy kontrastami kolorów a dziś już przyjemna lekka mgiełka. Tak, wystarczy kilka nitek babiego lata, żeby świat nabrał tej cudownej delikatności. Słońce już nie pali, ono teraz przyjemnie grzeje. Nie mrużę oczu. Nie chowam się w cieniu. Siadam na wygrzanej ławce. Głaszczę dłońmi stare, sękate deski. Opieram plecy o chłodną ścianę. Koza głośno chrupie znalezione w trawie jabłko. Motyl przysiadł na podgniłej śliwce. Czuję zapach fermentujących owoców. Słyszę cichutki szelest motylich skrzydeł i nieco głośniejszy pierwszych opadających liści. Dojrzały kasztan uderza o gont dachu i turla się, stukocząc. Wpada do rynny. Kolejny pada na trawę. Wstaję. Podnoszę go. Jest gładki, chłodny, jeszcze wilgotny i błyszczący. Chowam do kieszeni brązową kulkę. Niedługo wyschnie i zmatowieje, ale jeszcze przez kilka chwil będzie sprawiać przyjemność moim palcom. Bawię się kasztanem i patrzę w szarobłękitne w niebo. Wdycham zapach pierwszego dnia jesieni. Pachnie przesuszonym sianem, dymem palonych liści, owczą wełną i kosmosem. Oddycham głęboko.

piątek, 20 września 2019

Jeszcze nie powieść

Kiedy pojawiła się Klara, od razu zaczęła domagać się uwagi. Chciała wciąż więcej i więcej. Ubzdurała sobie, że jest fantastyczną bohaterką, a jej przygody są tak fascynujące, że powinnam napisać powieść. A najlepiej od razu trylogię! Tłumaczyłam jej, że to nie czas. Przecież cała historia dopiero sie toczy i kto wie jaki będzie koniec? Prosiłam, żeby mnie nie męczyła. Ale ona okazała się jeszcze bardziej uparta niż ja. Nie odpuszczała. Sądziłam, że jak dam jej kilka krótkich opowiadań tu, na blogu, uspokoi się. A gdzie tam! Dopiero zaczęła brykać.

niedziela, 15 września 2019

Wehikuł czasu

To miał być zwyczajny spacer. Z mężem i z psem. Na chwilkę. Do parku. Nie był. 
Zaczął się od dołków, w które nieomal nie wpadliśmy, bo właśnie trwał remont głównej  alei. 
Zamiast ciszy i swieżego powietrza - okropny hałas i smród spalin. 
No trudno, może dalej będzie już spokojnie? 
Nie było! 
Było dużo głośniej i chwilę później, zostaliśmy przerzuceni w przeszłość. 
A kiedy zorientowaliśmy się, co jest tego całego zamieszania źródłem, w miejsce zaskoczenia i złości, pojawił się zachwyt. 
Co nas tak zachwyciło?

piątek, 13 września 2019

Zapiski nałogowego czytacza - "Złodziejka opowieści" Joanna M. Chmielewska



Szukałam lekkiej, wesołej książki. Dojrzałam nazwisko Joanna Chmielewska i łapnęłam z bibliotecznej półeczki w przekonaniu, że to TA Chmielewska, więc nawet nie zerknęłam na tył okładki. Zaczęłam czytać i już przy pierwszych zdaniach poczułam, że coś tu jest nie tak. 
Gdzie ten dobrze znany mi humor? Gdzie zagadka kryminalna? Gdzie trup?

poniedziałek, 9 września 2019

Zapiski nałogowego czytacza - "Lokator do wynajęcia" Iwona Banach


Zakopane nie należy do moich ulubionych miejscowości. Mam z nim niezbyt przyjemne skojarzenia. 
Byłam tam ze dwa razy w życiu. 
Raz, jako malutka dziewczynka, z babcią, na wczasach. Pamiętam tylko tyle, że byłam chora i przez okno obserwowałam kulig, bo to były wczasy zimowe. No i oczywiście zdjęcie z misiem. 
Drugi raz pojechałam, jako studentka.

niedziela, 8 września 2019

Spisek


Joanna szła na pocztę, taszcząc ciężki karton pełen książek. Ostatnie egzemplarze swojego debiutanckiego tomiku opowiadań zamierzała wysłać pod wskazany przez Spiskowców adres, mimo ostrzeżeń Leona. Miały zostać odebrane i umieszczone w tajnej księgarni, wraz z dziełami pozostałych uczestników spisku. To zapewniało absolutne bezpieczeństwo.

piątek, 6 września 2019

Zapiski nałogowego czytacza - "Moralny nieład" Margaret Atwood


Mam z Margaret Atwood ten sam problem, co z Olgą Tokarczuk. Oczywiście, nie chodzi o problemy interpersonalne, ponieważ ani jednaj ani drugiej pisarki nie znam osobiście, chociaż bardzo chętnie bym poznała. Od pani Olgi dzielą mnie jedynie dwa, a może nawet tylko jeden kontakt, więc zasadniczo mogłybyśmy się spotkać kiedyś, gdzieś, przypadkiem na gruncie towarzyskim. Na spotkanie z panią Margaret raczej nie mam szans. Natomiast spotkania z twórczością obu pań są dla mnie zawsze zaskoczeniem.

piątek, 23 sierpnia 2019

Zdjęcia z wakacji - Magia róż



Nie wyobrażam sobie lata 
bez wizyty w chorzowskim Rosarium.



środa, 21 sierpnia 2019

Zdjęcia z wakacji - Wycieczka zagraniczna.Czyżby nad Dunajem?


Każda porządna wakacyjna wycieczka 
powinna zaczynać się wcześnie rano. 
Należy wstać skoro świt,
spakować do plecaka kanapki i coś do picia. 
Zadbać o wygodne obuwie i wyruszyć na wedrówkę. Samotną lub w towarzystwie.
Ja wybrałam towarzystwo aparatu fotograficznego 
i wyruszyłam nad wodę.

wtorek, 20 sierpnia 2019

Zapiski nałogowego czytacza - "Globtroter" Jacek Wróblewski


Ponieważ sama wciąż nie mogę 
odnaleźć swojego życiowego powołania, 
szalenie interesują mnie historie ludzi, 
którzy je odnaleźli i cudownie wypełniają. 
Ta historia, 
spisana przez syna Jana Ptaszyna Wróblewskiego, 
jest fascynująca 
nie tylko ze względu na głównego bohatera. 

wtorek, 13 sierpnia 2019

Zdjęcia z wakacji - Podróż w czasie

Podróżować można do wielkich i dalekich krajów 
albo do sąsiednich miasteczek. 
Można podróżować piechotą, powoli 
albo ekspresowo, luksusowym odrzutowcem. 
Można też podróżować w czasie. 
Że w czasie to jeszcze nie? 
Że tak, to tylko we śnie 
lub ewentualnie w marzeniach? 

A własnie, że nie!
Jest takie miejsce, gdzie można zejść głęboko pod ziemię by odbyć wspaniałą wędrówkę po dawnym
 i wcale nie takim czarnym, Śląsku. 

sobota, 10 sierpnia 2019

Jeszcze nie czas


Wituś był samotnikiem. Przeszedł przez życie w jednych butach. Z jedną, nigdy nierozpakowaną, walizką, dla większej pewności trzymaną pod łóżkiem. Przyparty do muru przez Stefcię, ożenił się i nawet córkę spłodził, ale nadal pozostał samotnikiem. Mieszkał całe życie w jednym domu. Nigdy nie opuszczał swojej dzielnicy miasta, tak przypadkowo wybranego przez przodków. Nikogo nie znał. Z nikim się nie zaprzyjaźnił. Nie wiedział, jak ma na imię jego sąsiad. Nie obchodziło go, na co umiera sąsiadka. Klął na miauczące pod oknem koty. Na wszystkie pytania odpowiadał zdawkowo, nigdy nie mówiąc słowa prawdy. Czasem, w przypływie dobrego humoru wymyślał jakąś dykteryjkę i pod nią ukrywał swoje nijakie, nudne życie. Bez żalu przeszedł na emeryturę. Nienawidził swojej pracy. Uciekał z niej, gdy tylko mógł, więc kiedy odpracował pańszczyznę, zyskał czas na nic nierobienie. Czy był leniem? 

wtorek, 6 sierpnia 2019

Nie ma przypadków

Regina, dojrzała i doświadczona Pomagaczka, wróciła właśnie z niezbyt udanego urlopu. Miało być all inclusive na włoskiej riwierze, a było hot intensive w słabo klimatyzowanym nędznym pensjonacie nad pełnym sinic Bałtykiem, w towarzystwie wiecznie marudzącego Wiktora. Wiktor nie marudził jedynie przy barze, gdzie spędzał większość czasu, popijając obrzydliwe kolorowe drinki i wpatrując się w wydatny biust dziewczyny obsługującej tenże bar, podczas, gdy Regina siedziała na zatłoczonej plaży i żałowała, ze dała się tutaj przywlec. Cóż, nie odpoczęła wcale, a tu już dzwonią telefony z prośbami o pomoc. Nawet walizki nie zdążyła jeszcze rozpakować. Właściwie nie powinna się dziwić, że skoro przez dwa tygodnie była niedostępna, teraz telefony się urywają, a jednak była bardzo zaskoczona.

piątek, 2 sierpnia 2019

Zapiski nałogowego czytacza - "Forsowanie powieści rzeki" Dubravka Ugresic


Autor powinien pisać o tym, 
na czym się zna - to żelazna zasada.
A na czym autor zna się najlepiej?
Na byciu autorem oczywiście!
I mamy tu tradycyjną imprezę, organizowaną co dwa lata, na którą zjeżdżają się do Zagrzebia pisarze krajowi i zagraniczni, by przez kilka dni wieść Rozmowy Literackie w twórczej i przyjacielskiej atmosferze. Odczyty, wykłady, rauty, biesiady, wizyty w fabryce (wszystko dzieje się w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku i jest świetną satyrą na tamte czasy) a przede wszystkim dyskusje o miejscu i roli literatury współczesnej. Na rolę tejże, jeden z szacownych gości, jak się okazuje wcale niezaproszony, ma pogląd szczególny i dość niestereotypowo wprowadza go w życie. Stać go, więc kto mu zabroni?

piątek, 26 lipca 2019

Zdjęcia z wakacji - O czym szumią wierzby?


Wierzby. 
Ponoć to im właśnie powinnam się przyglądać i to ich posłuchać, albowiem wierzby znają odpowiedź 
na nurtujące mnie od dawna pytania. 
- Dobra, dobra! - Pomyślałam słysząc taką sugestię. - Ja i tak brzozy wolę, ale skoro mają być wierzby to niech będą. Tylko gdzie ja je znajdę? Bo brzozy to wszystkie w okolicy znam po imieniu. Odwiedzam codziennie. Głaszczę, tulę, gadam do nich. Ale wierzby? 

niedziela, 21 lipca 2019

Zapiski nałogowego czytacza - "Zrób sobie raj" Mariusz Szczygieł


Właśnie minął rok od śmierci mojego taty, a ja dopiero teraz odkryłam, że ojciec mój, gdyby mógł wybierać, urodziłby się w Czechach i byłby wtedy dużo szczęśliwszym człowiekiem. Niestety, miał pecha i przyszedł na świat tuż poza granicami raju, czego skutkiem było towarzyszące mu przez całe życie uczucie niedopasowania. 

piątek, 19 lipca 2019

Zdjęcia z wakacji - tropikalna wyspa

Moje miasto nie tylko ma dostęp do morza, ale jest również tropikalną wyspą, pełną egzotycznych kwiatów i barwnych motyli, których urody opisać nie sposób. 
Tym razem bez zbędnych słów, same obrazki. 



środa, 17 lipca 2019

Zdjęcia z wakacji



Już po czy jeszcze przed? W kraju czy za granicą? Góry czy jednak może morze? Ciekawe jaka pogoda była/będzie? A drogo? A jedzenie? A z mężem czy bez? 
No i zdjęcia, koniecznie zdjęcia pokazać trzeba, bo bez tego, to jakby się nigdzie nie było 
i urlop się nie liczy. 
Pochwalić się trzeba koniecznie i ja się dzisiaj chwalę. 
Ludzie, gdzie ja byłam!
Magiczne miejsce, mówię wam!

niedziela, 14 lipca 2019

Konsorcjum Wielkiej Trójcy


Tłoczyli się w kamerliku Starszego Pomagacza i obserwowali obiekt zza szyby. Każdy z nich robił szczegółowe notatki. Jeden nagrywał film, inny robił zdjęcia. Na bieżąco przesyłali dane do swoich szefów. Taki przypadek nie trafiał się obecnie zbyt często. Rzadko kto decydował się na samodzielne wykonanie ostatniego kroku. Wszyscy rutynowo korzystali z usług Wielkiej Trójcy, wybierając dostosowane do własnych potrzeb i możliwości finansowych, pakiety. Jedni decydowali się wyłącznie na Pośrednika, inni korzystali z usług Zastępcy albo wzywali Pomagacza. Najbogatsi brali cały zestaw. Ten tutaj, desperat i uparciuch, spowodował niezłe zamieszanie.

sobota, 13 lipca 2019

Zapiski nałogowego czytacza - "Jak czytać wodę" Tristan Gooley


Wydawałoby się, że aby zrozumieć wodę, trzeba wypłynąć na szerokie oceany. Okazuje się jednak, że o wiele  łatwiej jest dowiedzieć się czegoś o wodzie stojąc na stałym gruncie. I czy to morze głębokie, czy jezioro szerokie, czy rzeka rwąca, czy kałuża stojąca, każda z tych wód mówi do nas poprzez skomplikowane wzory zmarszczek na powierzchni, odbicia świateł, przejrzystość, barwę, zapach.

czwartek, 11 lipca 2019

Ciężka robota


Wciąż trwa.
To już ósmy dzień zawieszenia pomiędzy tym i tamtym światem. Zupełnie, jakby nie mógł się zdecydować, który z nich wybrać.
Czy ten, gdzie jest tak ciężko i źle, ale znajomo, czy tamten, którego być może wcale nie ma, a mimo to wydaje się lepszy. Wisi na tych wszystkich kablach, rurkach i przewodach w ciszy, zakłócanej jedynie monotonnym szumem respiratora i gubiącym takt pikaniem coraz słabszego pulsu. 

czwartek, 4 lipca 2019

Zapiski nałogowego czytacza - "Migawki" Claudio Magris


Dwóch starszych panów naigrywających się z młodej dziewczyny, która za nowy kierunek w sztuce bierze przysłonięte, na znak protestu czarnym płótnem, dzieła w nowojorskiej galerii sztuki.
Tłum, wypełniający audytorium podczas wykładu słynnego matematyka, okazujący się ostatecznie liczną publicznością jedynie oczekującą na wykład kolejny.
Absurdalny zwyczaj cenzurowania dzieł literackich tak, by, mimo iż pisane przed wielu laty, przypadkiem nie uraziły uczuć religijnych współczesnego czytelnika.

piątek, 28 czerwca 2019

Zapiski nałogowego czytacza - "Japoński wachlarz" Joanna Bator


Przyszło lato.
Na dworze panują temperatury tak wysokie, że już wcale nie trzeba do ciepłych krajów wyjeżdżać
a raczej rezerwować pobyt gdzieś w rejonach podbiegunowych.
Szukam ochłody i okazuje się, że nic nie jest tak skuteczne jak wachlarz.  
Z przyjemnością trzymam go w dłoniach już od kilkunastu dni i wędruję ulicami Tokio.

wtorek, 18 czerwca 2019

Najzimniejsze słowo wygrywa


Utrzymująca się od kilkunastu dni fala wysokich temperatur jednym sprawiała radość innych doprowadzała na skraj rozpaczy. Ludmiła należała do tych drugich i natychmiast stała się obiektem pogardy Zimnej Marty, kobiety, która wprowadziła się do sąsiedniego domu z początkiem maja wraz ze swoimi trzema kotami: Pankracym, Serwacym i Bonifacym. Żeby chociaż psa miała, może jakoś by się dogadały. 

piątek, 14 czerwca 2019

Cyrk przyjechał!

Oszczędności topniały szybko, o wiele szybciej niż Łucja się tego spodziewała.
Doszła do wniosku, że aczkolwiek bardzo niechętnie, to jednak będzie musiała podjąć pracę. Jakąkolwiek i najlepiej od razu, więc po raz pierwszy w życiu wybrała się do Powiatowego Urzędu Pracy w Małym Miasteczku. Nie spodziewała się tłumu, ale zupełnie pusty korytarz trochę ją zaskoczył. Tablica ogłoszeń pełna była anonsów pracodawców. Poszukiwali wykwalifikowanych pracowników: ślusarzy, tokarzy, operatorów wózków widłowych i koparek. Raczej mężczyzn, choć nie było to wprost wyartykułowane.

środa, 12 czerwca 2019

Zapiski nałogowego czytacza - "Pokochawszy. O miłości w języku" Jerzy Bralczyk i Lucyna Kirwil w rozmowie z Karoliną Oponowicz

Przeczytawszy „Pokochawszy” nabrałam jeszcze większej sympatii do profesora.
Rozmowa z dwiema kobietami, z których jedna jest psychologiem agresologiem 
i słyszy znacznie więcej niż słowa, a druga specjalistką od praw człowieka 
i zadaje bardzo trudne pytania, wymagała od mężczyzny nie lada odwagi.

środa, 5 czerwca 2019

Zapiski nałogowego czytacza - "Tylko Twoja" Anna Crevan Sznajder


Z czytaniem książek pisanych przez moje dobre znajome mam pewien kłopot. Towarzyszą temu zawsze emocje niewspółmierne do tych, z jakimi sięgam po wszystkie inne lektury, gdyż do zwyczajnej ciekawości „A co to się pod tym tytułem i okładką kryje?” dochodzi spora dawka radości z sukcesu wydawniczego koleżanki, duma, że się odrobinkę do tego sukcesu przyczyniłam wspierając projekt, kropelka zazdrości (eh, ja ze swoją książka wciąż w lesie) a tym w przypadku jeszcze dodatkowo bardzo mocno rozbudzone pierwszym tomem trylogii oczekiwania.

sobota, 1 czerwca 2019

Zapiski nałogowego czytacza - "Tango z koniem" Katarzyna Godefroy


Motywacje pisarzy bywają różne. 
Jedni piszą, bo mają coś bardzo ważnego do powiedzenia. 
Inni piszą dla pieniędzy. 
Jeszcze inni piszą, bo chcą. 
A kiedy te wszystkie trzy powody 
występują razem 
powstaje "Tango z koniem"
pierwsza powieść Katarzyny Godefroy, 
którą miałam zaszczyt i ogromną przyjemność 
przeczytać  jeszcze przed premierą.

Prezent


Na malutkiej wyspie, pośrodku ogromnego jeziora, mieszkała mała dziewczynka. Oczywiście nie była tam sama, bo małe dziewczynki nie mogą przecież mieszkać same. Na wyspie mieszkali też jej rodzice, babcia i pewien sympatyczny ślimak. 

środa, 29 maja 2019

Zapiski nałogowego czytacza - "Terapia Pauliny" Ryszard Sadaj


Skuszona tytułem, nie zwróciłam uwagi 
na  infantylne i nadmiernie entuzjastyczne 
opinie czytelniczek 
i niestety mocno się rozczarowałam.
Nawet zirytowałam w kilku momentach.   
A pod koniec to już byłam nieźle wściekła.

sobota, 25 maja 2019

Zapiski nałogowego czytacza - "Siódma funkcja języka" Laurent Binet


„Życie nie jest powieścią. Przynajmniej chcielibyście w to wierzyć”.
Ja pierdziu! 
Tyle jestem w stanie powiedzieć po zakończeniu lektury. Tak, wiem, szalenie elokwentnie.
Wybaczcie.

środa, 15 maja 2019

Zapiski nałogowego czytacza - "Zawód powieściopisarz" Haruki Murakami


O parapet od samego rana, nudno i rytmicznie „bangla” deszcz 
a ja po raz kolejny próbuję przekonać się do pana Murakamiego. 
Podobno do trzech razy sztuka, ale, nie w tym przypadku. 
I chociaż ze dwa lub trzy zdania 
nawet mi się spodobały, 
to generalnie nie poczułam tego, 
co Murakami porównuje do zanurzenia się 
w ciepłych wodach uzdrowiskowych.

sobota, 11 maja 2019

Zapiski nałogowego czytacza - "Severina" Rodrigo Rey Rosa


Przyciągnęła mnie kolorowa okładka, 
treść wciągnęła praktycznie od pierwszego zdania 
i nie wypuściła aż po ostatnie. 
Chociaż rzecz dzieje się 
w całkowicie obcej mi Gwatemali 
i pewnie połowy kontekstów 
nie jestem w stanie odczytać, 
to jest to jednak przede wszystkim 
opowieść o miłości, 
więc absolutnie uniwersalna.

piątek, 10 maja 2019

Pozorny spokój poranka

Wczesną wiosną nad stawem 
panowała bardzo romantyczna atmosfera.
Z przyjemnością podglądałam zaloty wodnego ptactwa.

Korzystając z pięknej pogody 
postanowiłam dzisiaj odwiedzić to samo miejsce.



wtorek, 7 maja 2019

Zapiski nałogowego czytacza - "Inteligencja kwiatów" Maurice Maeterlinck


Rozpoczynając lekturę książki nie oczekuję przede wszystkim wrażeń estetycznych.
Liczę raczej na wrażenia a nawet wyzwania intelektualne lub po prostu dobrą rozrywkę.
Tym razem jestem zauroczona pięknem języka.

poniedziałek, 6 maja 2019

Układanka


Pralka głośnym hukiem obwieściła wejście w fazę wirowania. 
W tej samej chwili czajnik nauczył się wreszcie porządnie gwizdać.  
Maria, chcąc nie chcąc, musiała odłożyć czytaną właśnie książkę i wstać. 
Zrobiła to zbyt szybko i nieostrożnie. Syknęła z bólu.

-   Cholera, ile to jeszcze będzie trwało?! – Zalewając herbatę potrąciła kubek. 
Spadł, roztrzaskując się na drobne kawałeczki. 
Oparzyła sobie stopę. Z sąsiedniego mieszkania rozległ się warkot wiertarki.

-   Nie. Nie! Nie!!! - natrętny dźwięk wiercenia umilkł. 
Maria też, ale wyłącznie dlatego, że straciła głos. 
Całą wiązankę najkunsztowniejszych przekleństw wypowiedziała już tylko w myślach. 
Pralka na wszelki wypadek też umilkła i tylko od czasu do czasu mrugała
informując Marię, że gdyby ta miała ochotę, 
to może już wyciągnąć pranie, czyściutkie, pachnące 
i … całe malinowe!

-    Nie… - wyszeptała Maria, opierając czoło na kuchennym blacie 
i opuszczając bezwładnie ręce wzdłuż tułowia. 
-  Nie dam rady, no nie dam rady się teraz ruszyć. 
Telefon już dziesiąty raz wykrzykiwał „Jak śmiesz zakłócać mój spokój obesrańcu!”, 
co sugerowało, że ten, kto próbuje nawiązać kontakt z Marią, 
robi to w sprawie służbowej, a więc absolutnie nieistotnej. 
– Zresztą urlop mam! – Telefon zamilkł.

Maria powolutku, centymetr po centymetrze, próbowała wrócić do pionu. 
Udało jej się to mniej więcej w połowie. 
Gdyby ktoś teraz na nią patrzył uznałby zapewne, że stoi prosto i zupełnie nieźle się trzyma. 
Gdyby jednak obserwujący posiadał nadprzyrodzoną moc widzenia rzeczy takimi, jakimi są naprawdę, 
zauważyłby, że Maria wcale nie stoi. 
Widziałby dokładnie, że Maria, 
w pięćdziesięciu większych i sześciuset mniejszych kawałeczkach, 
leży na brudnej kuchennej podłodze 
i zastanawia się, jak te wszystkie drobinki zebrać do kupy, 
żeby znów stać się Marią. 
A gdyby posiadał również moc widzenia rzeczy takimi, 
jakimi mogłyby być, zobaczyłby, 
że Maria ukradkiem wymienia kilka kawałków
na skorupki z potłuczonego kubka, 
dokłada zeschnięta rodzynkę, kłaczek kurzu, 
trzy kulki psiej karmy, listek trzykrotki 
i związuje bawełnianym sznurkiem do rolad
a wszystko to przy akompaniamencie głośnego dzwonka telefonu, 
który tym razem podszywa się pod kontakty prywatne
wykrzykując „Lubie cie, lubie cie, lubie cie!”

-      Mar… Jola, słucham.
-      Przepraszam… pomyłka…

Akacje właśnie wypuszczały zupełnie nowe listki. 
Kocha, lubi, szanuje, nie chce...




piątek, 3 maja 2019

Zapiski nałogowego czytacza - "Białe jabłka" Jonathan Carroll


Obserwuję u siebie ostatnio niepokojące zjawisko.
Otóż, od dłuższego czasu, nie jestem w stanie napisać nic,
co chociaż odrobinę przypominałoby opowiadanie,
nie mówiąc już o jakiejkolwiek dłuższej formie.
Męczy mnie ten stan okrutnie, bo pisać lubię bardzo
i bez pisania życia wyobrazić sobie raczej nie mogę,
a tu klops.
Pasztet.
Pieczeń rzymska i to bez jaj.
Zastanawiam się dlaczego?
Co takiego się wydarzyło, że słowa nie chcą grzecznie układać się w zdania,
a zdania za nic nie ustawiają się w akapity.
Owszem, dają o sobie znać.
Machają mi łapką przed oczami.
Przelatują z lewej na prawą i z powrotem.
Turlają się po blacie biurka albo unoszą wśród drobinek kurzu.
Pełno ich wszędzie. A głośne są jak cholera!
Niestety, jak tylko wyciągam po nie długopis,
zmieniają szyk, wymieniają się literami między sobą
i są absolutnie nie do poznania.
Nawet nie do Krakowa.
No, czasem do Wiednia.
I po przeczytaniu ‘Białych jabłek”  znajduję  odpowiedź.
Najwyraźniej umarłam.
W sumie od dawna przeczuwałam, że tak właśnie jest.
Jeśli nie wplącze się w to wszystko chaos,
to już niebawem powinnam osiągnąć ten poziom wiedzy,
który pozwoli mi odkryć nieograniczone możliwości
i będę sobie mogła poskładać wszystko, co tylko zechcę.
No, chyba że komuś przyjdzie do głowy ściągać mnie z powrotem,
ale to mi raczej nie grozi.
Miało być o książce.
Cóż, mówiłam …







środa, 1 maja 2019

Spacery z aparatem - Witaj maj, pierwszy maj!

Kiedy wszyscy wyjeżdżają na majówkę, 
ja biorę aparat 
i idę na spacer na najpiękniejszą ulicę w dzielnicy. 
Najpiękniejszą, bo całą we bzach. 
Przy każdym domu rośnie okazały stary krzew lilaka 
i pachnie tak, że aż się głowie kręci, 
szczególnie, gdy idzie się tamtędy wieczorem. 











Niestety tuż obok kwitną jarzębiny 
a ich ostry zapach natychmiast otrzeźwia, 
choć kwiaty są równie piękne.




I tylko przekwitłych kwiatów wiśni troszkę żal...



sobota, 27 kwietnia 2019

Zapiski nałogowego czytacza - Katarzyna Sowula "Fototerapia"


Warszawska współczesna Praga 
ze swoim specyficznym menelsko – artystycznym klimatem.
Czwórka studentów. 
Ich trzech i ona, główna bohaterka. 
Wspólnie wynajmują mieszkanie i każde na swój sposób próbuje ogarnąć rzeczywistość 
a owa się ogarnięciu absolutnie nie poddaje. 
A jeśli już, to tylko we fragmentach, 
skrawkach drogiego papieru fotograficznego wrzucanych do kosza
albo przypadkowych genialnych ujęciach i to tylko po to,
by ostatecznie ukazać się jak zebra, w paski, tyle, że poziome. 

Absurdalność rzeczywistości została przez debiutującą autorkę dostrzeżona 
i opisana w sposób fantastycznie zwięzły i genialnie ironiczny, 
z dużą uważnością i wrażliwością na szczegóły.  
Seria intrygujących czarno – białych fotografii Małgorzaty Sałygi dopełnia całą opowieść.

Czytam to, co napisałam i ze zdziwieniem stwierdzam, 
że wyszła mi taka oficjalna, pozbawiona emocji i osobistej refleksji recenzja 
i zastanawiam się, dlaczego? 
I chyba wiem.

Ta książka przypomina analogową fotografię. 
Podczas czytania został naświetlony negatyw.   
Arkusz papieru fotograficznego wydobyty z kąpieli w chemikaliach suszy się teraz, 
ukazując przypadkowo uzyskane efekty. 
I fajnie było robić zdjęcia, tzn. czytać książkę, 
i kupa śmiechu przy tym była, 
a teraz wyraźnie widać, że z drugiego planu wyłania się postać, 
której tam absolutnie być nie powinno 
i postać ta jest bardzo podobna do pewnej pani, którą widuję codziennie. 

Ot, fototerapia!



PS. Starsze zapiski nałogowego czytacza znajdziecie w zakładce "przeczytane"

piątek, 26 kwietnia 2019

Zapiski nałogowego czytacza

Z pisaniem własnych tekstów ostatnio nie idzie mi najlepiej 
i jak to zwykle w takich przypadkach bywa, oddaję się krytycznej lekturze tekstów cudzego autorstwa, 
natrafiając raz na dzieła pierwszej jakości, 
innym razem na dziełka jakości wątpliwej. 
Bywa, że trafiam na teksty, do których jeszcze nie dorosłam, 
albo po prostu nie wzięłam do ręki w odpowiednim czasie. 
Wtedy ogarnia mnie przykre uczucie intelektualnej porażki i wstydu. 
Tymi totalnie poza jakością nie zawracam wam głowy, 
zresztą sobie też nie bardzo, porzucając je po kilku zaledwie stronach.

Swoje refleksje po przeczytaniu lektury zaczęłam umieszczać na blogu początkowo dlatego, by po prostu nie zapomnieć, co przeczytałam 
i czy mi się podobało. Bo ja takie rzeczy zapominam dość szybko. 
Niebawem okazało się, że to właśnie te teksty powodują tu największy ruch. 

Niestety, umieszczone na jednej stronie tworzą niemiłosiernie długi ciąg, utrudniając czytanie i praktycznie uniemożliwiając dyskusję. 
Nie wpadłam na to, dopóki nie zwróciła mi uwagi jedna z czytelniczek, której jestem za to niewymownie wdzięczna
i czym prędzej wprowadzam zmiany.

Od tej pory, nowe zapiski nałogowego czytacza będą się pojawiały na stronie głównej, jako osobne posty. 
A kto będzie miał ochotę poszperać w starociach kliknie sobie tutaj 
i znajdzie tam ten cały bałagan.

Już niedługo kilka zdań o "Fototerapii" Katarzyny Sewuli. 

sobota, 20 kwietnia 2019

wtorek, 16 kwietnia 2019

Malinowy sorbet

Na pustym o tej porze dnia osiedlowym placu stała samotna budka z lodami. Otwarta. Ustawione przed nią plażowe leżaki wyglądały dziwacznie.
Pewnie dlatego nikt na nich nie siadał. Może, gdy zrobi się naprawdę ciepło
i zacznie działać fontanna nabiorą sensu, chociaż nawet wtedy nie bardzo będą tu pasowały.
- Z czego są te lody?
- Z wody i dwóch kilogramów malin. Dużą czy małą porcję?
- Najmniejszą poproszę – maliny przekonały Marię do zakupu i już po chwili trzymała w ręku swoją, wcale niemałą, porcję.
Dorzuciła jeszcze dziewczynie złotówkę do słoiczka z napisem „Zbieram na wakacje” 
i usiadła nieopodal na murku.
Powoli wyjadała z papierowego kubka różową łyżeczką malinowy sorbet. Wiosenne słońce grzało ją w plecy. Niezbyt mocno, tylko troszkę, akurat tak, żeby móc siedzieć na murku i nie zmarznąć. Maria jadła pierwsze w tym roku lody
i zastanawiała się, na jaką ilość wody te dwa kilo malin?
Doszła do wniosku, że na odpowiednią, bo lody były bardzo dobre i z każdą zjedzoną łyżeczką wszystko wokół robiło się coraz bardziej różowe.
Drzewa obsypane różowym kwieciem wypuszczały delikatne różowe listki. Dziewczynka w różowej kurtce huśtała się na huśtawce.
Starsza pani w fikuśnym kapelusiku prowadziła małego różowego psa.
Rower, z którego właśnie zsiadła młoda kobieta też był różowy.
Nawet na elewacji bloków rozkwitły różowe róże.
Lody szybko się skończyły.
Maria wstała, wyrzuciła kubeczek do kosza,
przeszła na drugą stronę ulicy i podeszła do budynku, w którym mieścił się dzienny oddział leczenia zaburzeń nerwicowych. 
Zanim otworzyła drzwi dostrzegła swoje odbicie w szybie. Miała na sobie malinowy sweter.








niedziela, 31 marca 2019

Ostatni spacer


- Tak dawno tu nie byłam. Dlaczego? –  Maria zastanawiała się wysiadając  z samochodu.

Kiedyś lubiła to miejsce. Przyjeżdżała tu z ojcem, jako mała dziewczynka, co sobotę. Brali ze sobą plecak, kanapki, termos z herbatą, czasem psa, zawsze dobry humor i zabawne opowieści. Szli groblą wzdłuż stawu. Mijali wędkarzy, zaglądając im cichutko przez ramię, by sprawdzić ile ryb złowili i czy ryby duże. Podglądali  mewy. Rzucali kamyki do wody patrząc na powstające kręgi fal. Maria nigdy nie nauczyła się porządnie rzucać kaczek i z podziwem patrzyła jak robił to tato.Jesienią obserwowali wiewiórki, zbierali kasztany i wypychali sobie nimi wszystkie kieszenie. 

Szli zawsze aż do przystani, chociaż nigdy nie wypożyczyli łódki i nie wypłynęli na wodę. Wystarczyło, że obserwowali innych, siedząc na brzegu i jedząc kanapki. Kiedyś, gdy tu przyjechali, w stawie nie było wody, a błotniste dno pokrywały setki otwartych muszli szczeżui wielkich. Innym razem trafili na sztormową pogodę i udawali, że są wilkami morskimi.Wdrapali się na wieżyczkę ratownika, która na moment stała się kapitańskim mostkiem: Ahoj przygodo!

Teraz Maria stała na grobli, wstrzymując oddech. Próbowała sobie przypomnieć, kiedy był ten ostatni raz. Nie potrafiła.

Ciepłe powietrze wiosennego przedpołudnia znieruchomiało wokół niej, jakby w obawie, że odszukane wreszcie  wspomnienie mogłoby się rozwiać i już na zawsze pogrążyć w niebycie. Przypominała sobie wszystkie ich wspólne spacery po kolei, ale żaden z nich nie był tym ostatnim. 
Ani ten, gdy upadła i rozbiła sobie kolano. Ani ten, gdy pokłócili się o jakąś straszliwą bzdurę. 
Nawet nie ten, kiedy była z nimi mama.

-  Ale przecież był jakiś ostatni! Musiał  być… - Maria poczuła, że robi jej się słabo, a świat wokół zaczyna nieprzyjemnie wirować.

Z trudem doszła do ławki i usiadła. 
Zza pleców dochodziły do niej natarczywe dzwonki rowerów przeganiających pieszych ze ścieżki, miarowy stukot kijów, terkot rolek, szczekanie psa i głośne śmiechy dzieciaków. Przed sobą widziała spokojną, jakby martwą, wodę. 
Gładka błękitna tafla odbijała bezchmurne i równie błękitne niebo. 
Obraz stopniowo zaczynał tracić kontury, rozmywać się, aż spłynął z ostatnią łzą.

- Bardzo się tutaj zmieniło, ojciec byłby zaskoczony - Maria wzięła głęboki wdech. – Nie pamiętam tamtego ostatniego spaceru. Trudno. Pamiętam tylko jego ostatnie słowa. To wystarczy – wypuściła powietrze z płuc i wytarła mokre oczy rękawem bluzy.

- Tak,  tato, mam klucze, mam… - powiedziała cichutko i powoli wróciła do samochodu.



Na zdjęciu jezioro w Tychach - Paprocanach, a ja faktycznie nie pamiętam mojego ostatniego spaceru z ojcem.

sobota, 9 marca 2019

Kiepski poranek


Mścisława Przekorna obudziła się w piątkowy ranek i pierwsza myśl, jaką wyłuskała ze świadomości wprawiła ją w kiepski nastrój.

- No tak, wiedziałam, że ten moment nastąpi – westchnęła ciężko – ale, że tak szybko?! – Mścisława zamknęła oczy z nadzieją, że gdy otworzy je po raz drugi, okaże się, że ta pierwsza świadoma myśl była tak naprawdę jedynie ostatnim majakiem sennym i nadal wszystko będzie po staremu.

Nie było, o czym Mścisława przekonała się już przy próbie wstania z łóżka. Jeszcze wczoraj po prostu podejmowała decyzję, że chce wstać i wstawała. Dzisiaj, od momentu podjęcia decyzji do wykonania zamiaru minęło jakieś pięć do sześciu minut. Tyle czasu zajęło jej zlokalizowanie wszystkich części ciała, zastanowienie się, która z tych części powinna rozpocząć ruch, jako pierwsza i ustalenie, w jakiej kolejności pozostałe powinny dołączyć. Pierwsze trzy próby były nieudane. Czwarta zakończyła się sukcesem i Mścisława, ciężko oddychając, usiadła na brzegu łóżka. Wsunęła stopy w kapcie i czekała. Czekała, aż źrenica lewego oka dostosuje się do porannego światła a soczewka łaskawie dokona akomodacji. Prawe oko jakoś szybciej poradziło sobie z tym zdaniem i już od kilku sekund przekazywało dalej radosną wiadomość, że siódma tuż tuż.

- Siódma?! Jak to siódma?! – Mścisławie zostało ledwie czterdzieści pięć minut na dojście do łazienki, wykonanie wszystkich niezbędnych czynności higienicznych, powrót do sypialni, zmianę garderoby z piżamy na strój wyjściowy, przejście do kuchni, zaparzenie ziółek, przygotowanie i zjedzenie bezglutenowego śniadania, odliczenie dziennej porcji suplementów, przemieszczenie się do przedpokoju, założenie butów i zejście na parter. 

Na przejście kilka kroków od domu do taksówki, która miała na nią czekać o ósmej, czasu już pewnie nie starczy. Będzie musiała dopłacić taksówkarzowi za oczekiwanie i wytrzymać wścibskie spojrzenia sąsiadek. Ale będą miały satysfakcję, wredne małpy!

- No, nie ma czasu, nie ma czasu… - Stęknęła podczas pierwszej próby przyjęcia pozycji pionowej i opadła na łóżko. 
Druga próba poszła już zdecydowanie lepiej. 
Szurając kapciami Mścisława zaskakująco szybko doszła do łazienki. Po kilku minutach w całym bloku zadrżały szyby w oknach, a u sąsiadów pod trójką, jedna nawet pękła. Nieświadoma szkód, jakie narobiła swoim wrzaskiem Mścisława próbowała odzyskać orientację. Spoglądała w lustro, dotykała zwisających z twarzy fałdów skóry, przeczesywała palcami siwe włosy, miętoliła ogromnych rozmiarów płatki uszu. Nie odważyła się otworzyć ust.

- Ale… ale przecież…!!!- Kolejny krzyk spowodował spustoszenie w kolekcji kryształów sąsiadki z góry i perforację bębenków u syna sąsiadów z dołu. Mścisława zasłoniła lustro ręcznikiem i wyszła z łazienki. 

W kuchni spędziła więcej czasu niż zamierzała. Nie mogła odnaleźć swojego ulubionego kubka, zaparzyła więc ziółka w szklance. To znaczy wydawało jej się, że zaparzyła, ale gdy chciała je wypić zobaczyła tylko suchą jak pieprz torebkę na dnie szklanki. W międzyczasie odnalazł się kubek, wiec Mścisława przełożyła torebkę herbatki do kubka i tym razem zalała wodą. Zbyt zimną, by zioła porządnie się zaparzyły. Wylała herbatę do zlewu. Zdecydowała, że napije się wody. Apetyt na śniadanie straciła w ogóle.

- Tabletki wystarczą - pomyślała.

I wystarczyłyby, gdyby trafiła do ust. Niestety rozsypały się po podłodze i poturlały w kąty. Mścisława w pierwszym odruchu nawet chciała się schylić i wszystkie je wyzbierać, jednak ostry ból towarzyszący wysuwaniu się dysku spomiędzy kręgów skutecznie ją przed tym powstrzymał. Przed ubraniem się w seksowną kieckę i pończoszki również. Gdy Mścisława z trudem wciągała na siebie wyjściowy dres usłyszała klakson. Taksówkarz był punktualny. Mścisława do wczoraj również słynęła z punktualności. 

Do wczoraj…

Taksówkarz zatrąbił jeszcze trzy razy w pięciominutowych odstępach i odjechał. Pewnie poczekałby na Mścisławę, gdyby ta łaskawie odebrała telefon i wyjaśniła powody swojego spóźnienia. Odebrałaby chętnie, gdyby miała dłuższe ręce. Niestety, do telefonu Mścisława dotarła mniej więcej na kwadrans przed dziesiątą, ale za to ubrana w czysty dres, twarzowy T-shirt a nawet skarpetki. I nie w głowie było jej teraz oddzwanianie do taksówkarza, który złapał już pewnie ciekawszy kurs, bo właśnie w tej chwili jej własny brzuch postanowił opaść pod wpływem grawitacji tak mniej więcej do poziomu kolan.Mścisława próbowała złapać go w dłonie, przytrzymać i podrzucając umieścić na poprzednim miejscu, niestety zwiotczałe mięśnie rąk nie utrzymały tego ciężaru. Gdy zaczął opadać biust Mścisława wzięła głęboki wdech, zacisnęła zęby i …

-  Nie, do cholery! -  Cycki też okazały się zbyt ciężkie.
 - Nie utrzymam… – Mścisława się poddała.

Nie bacząc na to, że prawdopodobnie już nigdy nie zdoła się podnieść, usiadła na podłodze, na środku pokoju. Twarde deski niemiłosiernie gniotły ją w tyłek, więc położyła się na plecach. Złożyła ręce na piersiach i spojrzała w sufit. Tuż nad nią zwisał na długiej cieniutkiej niteczce maleńki pajączek. Patrzyła, jak pająk przebiera nóżkami i nieuchronnie zbliża się do je twarzy. Wiedziała, że jeszcze chwila, a wyląduje wprost na jej nosie. Ta myśl napawała ją obrzydzeniem, jednak nie była w stanie wykonać żadnego ruchu.

Trzy tygodnie później, wezwany przez zaniepokojona sąsiadkę z drugiego pietra, Starszy sekcyjny Przemysław Opoka sprawnym ruchem wywarzył drzwi do mieszkania. Na klatce schodowej tłoczyli się ciekawscy sąsiedzi. Posterunkowy Michał Czarnecki wszedł do środka i zamarł w progu pokoju.

- W mordę! Co to kurwa jest?! Przemek, widziałeś kiedyś coś takiego?

Wszystkie meble pokrywała gruba warstwa kurzu a Mścisławę Przekorną szczelny kokon pajęczej nici.