czwartek, 26 września 2019

(Nie)przypadkowe telefony


Hrabina nie mogła dojść do siebie. Na przemian płakała rzewnymi łzami i klęła, na czym świat stoi. To opadała bez sił na fotel, to rzucała się w wir obowiązków domowych. Łykała kilogramami piguły i proszki różnorakie, zapominając o zjedzeniu zasadniczego posiłku. Planowała działania na najbliższy rok, po to tylko, by dojść po chwili do wniosku, że raczej może jednak od razu zemrze. I pewnie byłaby tą ostatnią myśl zrealizowała, gdyby nie seria dziwnych telefonów.
Pierwsza zadzwoniła Renata.
- Ty wiesz, Ciociu, co się stało? Dzwoniłam do ciebie, ale odebrała jakaś Regina. I że niby nie ma pomyłek, mówiła, i w czym mogę pomóc pytała bez przerwy. Nie wiem, o co w tym wszystkim chodzi? Co to za Regina, Ciociu?
Następnie zadzwoniła córka Renaty, Anna.
- Ciocia? Jak ty się czujesz? Wiesz, zmartwiłam się bardzo, bo dzwoniłam wcześniej do ciebie, ale jakaś Regina odebrała. Mówiła, że ciebie zna i że nie ma przypadków. I pomóc chciała koniecznie. Rozumiesz coś z tego? - Hrabina nie rozumiała. Niczego nie rozumiała. Ani tych męczących telefonów ani tego, jak Wituś mógł jej to zrobić?! Przecież się umawiali, że póki śmierć ich nie rozłączy. A teraz co?
-  Stefa? Stefa, jak boga kocham, co się tam u was wyprawia?!  Jakaś Regina zamiast ciebie telefon odbiera? Ale powiem ci, że konkretna babka jest. Pogadałyśmy sobie. I doszłyśmy do wniosku, że nie ma przypadków. Stefa? Jesteś tam? – Dagmara przez chwilę zwątpiła, czy i tym razem nie dodzwoniła się do kogoś przez pomyłkę, których, jak wiadomo, wcale nie ma.
-  Daga, ja już nie mam siły… - Hrabina nie miła ochoty na rozmowę z kuzynką. Przewidywała, ze ta będzie ja chciała pouczać, kazania prawić i ostatecznie pokłócą się o tego niechlujnego kurdupla, jak zwykle, jednak Dagmara nie odpuszczała.
- Stefa, na boga, weź się w garść, Wituś potrzebuje pomocy!
- Co ty mi tu chrzanisz? Wiem przecież. Leży w szpitalu. Pewnie, że potrzebuje pomocy. Ale już przecież mu tam pomagają! Od samego początku mu pomagają… i … - Hrabina się rozpłakała.
- Stefcia, on nie takiej pomocy potrzebuje. On potrzebuje POMOCY. Ktoś musi się tym zająć – Dagmara była zbyt daleko, by mogła zająć się sprawą osobiście, ale miała doświadczenie i kontakty i miała plan.
- Ja nie mam siły. Róbcie, co chcecie, ja nie mam siły… - westchnęła Hrabina i poczuła że coś dziwnego dzieje się w jej wnętrzu, jakby kłębowisko węży ożyło w Hrabiny żołądku. Rozmowa została przerwana. Stefania schyliła się po stojący przy fotelu wielki kryształowy wazon i elegancko wyrzygała kłąb malutkich zaskrońców. Zerknęła z obrzydzeniem na zawartość wazonu. Z wysiłkiem wstała i z jeszcze większym wysiłkiem podniosła kryształ, doniosła do toalety i spuściła jego zawartość do kanalizacji.  Umyła wazon. Wróciła do salonu, wazon znów ustawiła przy fotelu a potem ciężko opadła na poduszki. Oddychała z trudem. Ruch w żołądku nie ustawał. Najdyskretniej, jak tylko potrafiła, chociaż nikt jej nie obserwował, wyrzygała tym razem kilka padalcy i jedną żmiję. Na to, by opróżnić wazon, tym razem nie miała już siły. Przysłoniła go tylko wyszywaną haftem angielskim bielutką serwetką i umordowana całym dniem, zasnęła.  



Zachęcam do lektury poprzedniego odcinka

2 komentarze:

  1. Ciekawe dlaczego to były węże, nie żaby. Reszta też ciekawa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tym dlaczego akurat węże, a nie żaby, można przeczytać w odcinku wcześniejszym, zatytułowanym "Jeszcze nie czas"

      Usuń