środa, 30 października 2019

Jesienny zielnik

Pamietam, jak za czasów szkolnych, kazano nam zbierać jesienne liście, suszyć, prasować i wklejać do zielników. Albo robić z nich bukiety. A z jarzębiny korale. Z tych wszystkich prac botaniczno-manualnych lubiłam chyba tylko robienie ludzików z kasztanów. Ale w domu, z tatą. 
Tworzyliśmy całe stada pokracznych chłopków i zwierzaków. Kurzyły sie potem na pólkach obok książek i znikały przy okazji światecznych porządków.
Nie robię już ludzików z kasztanów. Nie zbieram liści na bukiety. Nawet dyni nie kupuję w celach dekoracyjnych. Moje jesienne zajęcia plastyczno-botaniczne ograniczają się teraz do polowania z aparatem na wyjątkowe okazy liści. 
Dziś, mimo dotkliwego chłodu zdobyłam kilka pięknych sztuk, które niniejszym wklejam do wirtualnego zielnika.

Pierwszy, znaleziony na chodniku.




Drugi uwięziony wśród kolczastych gałązek. 


Trzeci cały skąpany w kroplach porannej rosy.


Czwarty w kolorach innych niż wszystkie pozostałe.


Piąty zawieruszony pośród setek mu podobnych, a jednak wyjątkowy.


Szósty jeszcze mocno trzymał się gałęzi.


Dlaczego właśnie te sposród milarda?
Na to pytanie nie znam odpowiedzi lepszej niż 
"bo tak" ;)

7 komentarzy:

  1. Taki zielnik to ja rozumiem. Te zwykłe z czasem tracą swój urok i przykre, że trzeba je wyrzucić.

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękne liście! Jako dziecko miałam zielnik. W wieku 5-ciu lat już pisałam (fonetycznie wprawdzie), więc podpisywałam swoje zebrane na spacerze w parku liście - "domb" i "klomb", zamiast dąb i klon ;-)
    Jako dorosła osoba wklejałam liście do mojego Moleskina. Kocham aromat opadłych liści, a spacer wśród jesiennych kolorów jest dla mnie jak najpiękniesza medytacja.
    Ludziki z kasztanów i żołędzi też robiłam. Tata mi zawsze pomagał.
    Wiele miłych wspomnień wiąże się z jesienią...

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapach liści i szuranie w nich butami uwielbiam do dziś, i szuram, chociaz niektórzy twierdza, że w tym wieku robić tego nie wypada ;)

    OdpowiedzUsuń