piątek, 15 listopada 2019

Chińskie ciasteczko

Gdyby teraz ktoś poprosił Marię, by wybrała utwór ilustrujący jej dzisiejszy dzień, wskazałaby bez wahania piosenkę Agnieszki Chylińskiej. To był zły dzień. Zaczęło się od samego rana.
Wstała, nie zwracając uwagi na kolejność stawianych na podłodze stóp i być może, jako pierwszą postawiła lewą. Powinna być bardziej uważna.  Przy robieniu porannej kawy również. Zapatrzyła się w okno. Próbowała dostrzec sąsiedni dom przez gęstą mgłę. Przelała wrzątek. Woda pociekła gorącym strumieniem na podłogę. Maria schyliła się, by wytrzeć podłogę. Wytarła kawałek, potem następny i kolejny i doszła do wniosku, że skoro już umyła całą kuchnię, to posprząta też resztę mieszkania. Wydobyła z szafy nowiuteńki odkurzacz i wzięła się do roboty. Po kilkunastu minutach w całym mieszkaniu nie było ani jednego pyłka kurzu. 
Czyste mieszkanie wymagało jednak świeżych kwiatów. Koniecznie kolorowych goździków. Maria ubrała kurtkę, otuliła się wełnianym szalem i wyszła.
Mgła opadła. W oknie sąsiedniego domu wciąż jeszcze powiewała samotna biało-czerwona flaga, mimo, że święto narodowe już dawno minęło. Maria przez chwilę zastanawiała się, jakie ona chciałaby obchodzić święto, ale żadnego nie wymyśliła. No, może poza Świętem Świętego Spokoju.
Niestety, to nie dziś przypadał ten dzień.
Gożdzików nie było. Były chryzantemy, ale Maria nie wybierała się na cmentarz. Nie kupiła kwiatów. Postanowiła załatwić dawno odkładane sprawy urzędowe i skierowała się w stronę ponurego gmaszyska. Nagle tuż przed nią wyrósł wielki, gruby facet. Szedł zajmując całą szerokość chodnika i śpiewał pieśń do nieobecnej ukochanej. Fałszował niemiłosiernie. I niemiłosiernie śmierdział alkoholem. Maria zwolniła i na wszelki wypadek skręciła w uliczkę w prawo. Mężczyzna, zataczając się, skręcił w lewo. Jakim cudem chwilę później znalazł się w kolejce pod urzędowym okienkiem przed Marią, tego nie wie nikt. Maria wstrzymała oddech oraz załatwienie sprawy do bliżej nieokreślonego kiedyś tam. 
Zdecydowała, że skorzysta z okazji i pójdzie do biblioteki. Biblioteka zawsze kojarzyła się Marii z ciszą i spokojem. Zapach starego papieru przywoływał miłe wspomnienia z dzieciństwa.  Szła wzdłuż regałów, dotykając palcami grzbietów książek. Nie mogła się zdecydować, co miałaby ochotę przeczytać. Nie mogła się skupić. Głośna rozmowa bibliotekarek i poruszany przez kobiety temat zniweczył jej spokój. Maria zapragnęła jak najszybciej wyjść. Złapała pierwszą z brzegu książkę, ale niestety nie mogła wziąć jej ze sobą do domu. Nie miała przy sobie odpowiednich dokumentów, mimo, że miała praktycznie wszystkie, łącznie z odpisem aktu chrztu. Odłożyła książkę na półkę. Będzie musiała przyjść tu jeszcze raz. Niby nic takiego, ale Maria miała uczulenie na centrum miasta i każde dodatkowe wyjście ciężko odchorowywała. Już zaczynała się drapać i dusić. Chciała jak najszybciej wrócić do domu.
Po drodze kupiła belgijskiego gofra z cukrem pudrem, którego od razu zjadła i ziemniaki. Nie są takie kolorowe jak kwiaty, ale odpowiednio przyrządzone zupełnie nieźle smakują. W połowie drogi siatka pękła. Ziemniaki rozsypały się i potoczyły szybko w dół ulicy. Maria zebrała kilka sztuk i poupychała w kieszeniach kurtki. Na placki powinno wystarczyć.
Do domu wróciła zmęczona i zła.
Przysiadła w przedpokoju.
Zauważyła opakowane w folię chińskie ciasteczko leżące na komodzie.
Sięgnęła po nie z nadzieją na dobrą wróżbę. Rozerwała folię, przełamała ciasteczko i przeczytała głośno zapisany na skrawku papieru tekst: Odkurzacza do rąk nie bierz, z kurzem szczęście znika. Natychmiast poczuła nieprzyjemny uścisk w żołądku, gulę w gardle i zawroty głowy. Ciasteczko dostała wczoraj do zamawianej na wynos z wietnamskiego baru porcji kurczaka w cieście kokosowym. Kurczaka zjadła. O ciastku zapomniała. Spadło jej pod nogi, gdy szczotką odkurzacza zahaczyła o komodę. Musiała o nie powalczyć z rycząca bestią. Mogła dać jej zeżreć.




6 komentarzy:

  1. To już wiem jak się ma relacja tumanów kurzu w moim domu do poczucia szczęśliwości. Czasem lepiej czegoś nie widzieć😉 bardzo fajnie się czyta, Karolino:) Olga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurz ma dla szczęśliwosci znaczenie fundamentalne! Ciesze się, że opowiadanie Ci się spodobało :)

      Usuń
  2. Czasem niweczę spokój, ale wystarczy chrząknąć, pomogę w wyborze książki. ;) Opowiadanie bardzo mi się podoba. I to ciasteczko!

    OdpowiedzUsuń
  3. Przydałby się ten dzień świętego spokoju i jakieś inne przez siebie wymyślone święta.
    Marii radzę się tak bardzo nie przejmować facetami, kurzami itp. szczegółami. Niech pamięta, że jest jej
    ulubiona pora roku jesień :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy Maria rzeczywiście lubi jesień? Tego nie wiem, ale faktycznie mogłaby się tak nie przejmować drobiazgami :)

      Usuń