poniedziałek, 11 listopada 2019

Zdjęcia z wakacji - Niebrukowaną drogą do Rumunii

Lubię jeżdzić wąskimi drogami, przez wsie i miasteczka. Niespiesznie. Widokowo. Więc kiedy pada propozycja: A może byś... to ja się zgadzam od razu. Zmieniam opony na zimowe, myję autko, tankuję bak do pełna i  jadę! Tym razem kierunek - Konin. W towarzystwie Bratniej Duszy i Pani Nawigacji. 
Naszą podroż rozpoczynamy w Dąbrowie Górniczej od kilku nieudanych prób wyjechania poza jej granice.
Pani Nawigacja uparcie kieruje nas na drogi szerokie i szybkie i ostatecznie dajemy się przekonać, że najszybciej, to byłoby samolotem. Po niespełna dwóch godzinach docieramy do Pyrzowic. Informujemy naszych najbliższych, że zasadniczo poruszamy sie w ustalonym wcześniej kierunku i negocjujemy z Panią Nawigacją dalszą trasę. Otrzymujemy od niej ostrzeżenie, że skoro tak, to liczmy się z tym, że pewne fragmenty podróży odbędą się drogami niebrukowanymi i zahaczą o terytorium Rumunii. A co tam! Mamy duży zapas szarlotki i wspaniałą pogodę. 
Jedziemy!
Rany! Jaka Polska jest piękna!!! 
Przejechanie trzystu kilometrów zajęło nam około siedmiu godzin. Co do Rumunii Pani Nawigacja racji nie miała, jednak dojazd do hotelu okazał się być faktycznie drogą niebrukowaną. No cóż, czasem Nawigacja wie, co mówi, choć wydawało by się, że potrafi tylko: za trzysta metrów przejazd kolejowy, za dwieście metrów przejazd kolejowy, za... Nie wytrzymam!
A po co myśmy jechały tak daleko?
A żeby zobaczyć takie cuda! I posłuchać niesamowitych historii z Konina i okolic, opowiadanych przez wspaniałego przewodnika - Roberta Olejnika.

Wschód słońca w Starym Mieście, nad Zalewem na Powie, oglądany praktycznie z hotelowego okna, był najwiekszą nagrodą za wszystkie trudy podróży!   


Najstarszy znak drogowy w Polsce. Jego kształt sprawia, że nawet mieszkańcy Konina nie do końca wiedzą, jak go poprawnie nazywać. Słup milowy to, czy może jednak pomnik prezerwatywy?



Bulwar Nadwarciański, otwarty oficjalnie i z wielką pompą 30 lipca 2011 roku. Znajdującej się przy nim luksusowej toalety niestety nie sfotografowałam, gdyż zmarzły mi już paluszki, czego żałuję niezmiernie albowiem budynek i jego historia są imponujące. Dla ciekawych - artykuł o słynnym szalecie.



Jezioro Turkusowe w Gosławicach.
A tak naprawdę, to składowisko odpadów paleniskowych z elektrowni Konin i Pątnów. Popiół i żużel zmieszane z wodą, w postaci szaro–białej mazi transportowano specjalnym rurociągiem. Osad złożony z węglanów, kwarcu i krzemianów z niewielką domieszką materii organicznej. Wartość pH wód wyrobiska w Gosławicach waha się w granicach 11,6 – 12,7 (odczyn zasadowy). 
Kapać się nie można. 
Widok i opary zapierają dech.
  

Zrekonstruowany zamek w Gosławicach.
Podobno urzęduje w nim jedyny w Polsce certyfikowany duch. Jest to duch Konstantego Lubrańskiego, dawnego właściciela okolicznych ziem. Jeździ on ponoć na płonącej świni w siodle, w które wbite są gwoździe i wystają tak, jak kolce jeża, dźgając przy tym ducha boleśnie w zadek. 
Nie miałam przyjemności spotkać pana Konstantego, widać przybyłam w nieodpowiedniej porze. 


Przepięknej urody ogrody wokół muzeum utworzonego  przez paru miłośników historii w dawnym sklepie na skrzyżowaniu ulic: 
Wiosny Ludów i Gwoździarskiej
Niestety, z braku czasu, nie wstąpiłam do wewnątrz. Mam powód by znów pojechać do Konina.


Jedyną wadą listopadowych dni jest to, że są zbyt krótkie i szybko zapada zmrok. Jeszcze tylko ostatnie spojrzenie na zalew, pyszny posiłek w hotelowej restauracji i skoro żaden myśliwy nie zaprosił nas na bal, wracamy. 



Postanawiamy nie słuchać już Pani Nawigacji, która najwyraźniej sama podsłuchuje nasze rozmowy, ale nie nadąża za tokiem myślenia dwóch szalonych dziewczyn i cały czas kieruje nas w lewo.  
Tym razem trasa przez Kalisz i Sieradz, by wrócić do domu późną nocą, bo przecież taka wspaniała wyprawa nie może skończyć sie zbyt szybko. 

6 komentarzy:

  1. Wspaniale :)) Zapomniałaś dodać, że intensywnie trenowalysmy w obie strony śmiechoterapię, zatem pobilysmy rekord chyba ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak! To była zdecydowanie najdłuższa sesja terapii śmiechem ever!

      Usuń
  2. Świetna relacja i zdjęcia. Proszę o więcej!

    OdpowiedzUsuń
  3. Kontent jestem, że Konin i okolice ci się spodobały, a i podkreślenie mojego skromnego udziału w tej wyprawie mile ego moje połechtało :D Zapraszam na kolejną wizytę, bo opowiadać o swoim mieści i niezwykłych losach jego mieszkańców mogę w nieskończoność :)

    OdpowiedzUsuń