czwartek, 12 marca 2020

Pętam się z Pentaxem w poszukiwaniu wiosny

Przebywanie na świeżym powietrzu, ruch i spokojna głowa są jak najbardziej zalecane w czasie zarazy. A nic nie uspokaja mnie bardziej, jak patrzenie na zielone przez wizjer aparatu. Żadna inna myśl poza: Jak to się tutaj ustawiało przesłonę? nie ma najmniejszych szans.
Wszystkie obawy, lęki, niepokoje i wątpliwości stają się odległe i nieważne, bo tuż pod nosem zieleni się pierwszy wiosenny listeczek i zieleni się  tak cudnie, że łza wzruszenia po policzku spływa i wysycha nieotarta nawet rękawem, bo przecież aparat oburącz trzymam mocno. I nie słucham wiadomości, nie oglądam relacji z pierwszej linii frontu walk o przetrwanie, bo siedzę i obrabiam te wszystkie badylki. Tu wykadrować trzeba, tam rozjaśnić a gdzieś indziej wręcz przeciwnie. I tak mijają godziny, zapada zmrok i mogę się kłaść do łóżka i śnić kolorowo, pięknie, spokojnie aż do rana. A rano wstać i robić swoje, najlepiej jak potrafię z zachowaniem procedur higienicznych, zdrowego rozsądku i poczucia humoru oraz zaufaniem do Wszechświata, że on też wie co i po co robi. 




















4 komentarze: