niedziela, 20 września 2020

Co za parodię tu zrobili?

Takie, bynajmniej nie retoryczne, pytanie zadał mi dzisiaj jeden przejęty sprawami swojego miasta pan, widząc, że robię zdjęcia. 
 
Bardzo chciał podyskutować na temat sensowności umieszczenia solankowej tężni w samym centrum miasta, gdzie górą i dołem odbywa się intensywny ruch pojazdów spalinowych. Też nie bardzo widzę logikę w takim akurat wykorzystaniu tego historycznego miejsca, jednak pan niezupełnie trzeźwym był i z utrzymywaniem dystansu społecznego miałby niewątpliwie spory problem, więc choć w duchu przyznałam mu rację, to nie podjęłam rozmowy. Zresztą ja poszłam na plac Hutników w celu zupełnie innym. Poszłam sobie powspominać stare dobre czasy, kiedy to jeszcze tramwaj numer "12" miał tam początek i koniec swej trasy.
 
 
Teraz pozostał jedynie pamiątkowy ślad po tej linii. Decyzji o jej likwidacji też nie rozumiem. Podjęto ją już wiele lat temu. Na miejscu torowiska pojawiły się co prawda ścieżki rowerowe ale za to możliwość dotarcia bez korków do Starego Chorzowa i Siemianowic dla osób o słabszej kondycji fizycznej zniknęła bezpowrotnie. 
 
 
Mam wiele wspomnień ze starej "12". Tramwaj stał zawsze dość długo na pętli. Często korzystałyśmy z niego z mamą wracając " z miasta", obładowane zakupami. Wpadałyśmy do wagonu, siadały na wolnych miejscach  i czekały, aż ruszy, by podjechać jeden przystanek i uniknąć wdrapywania się pod górkę. Gdy byłam mała myślałam, że odjedzie dopiero, jak będzie pełny ludzi. Dużo później dowiedziałam się, że ten tramwaj też miał swój własny rozkład jazdy, jak wszystkie inne tramwaje. Ale wtedy, to już jeździłam nim sama.


Wieczorami było troszkę straszno, bo placyk zawsze był taki bardziej menelski i słabo oświetlony. Biegłam wtedy szybko, bardzo szybko, wpadałam do tramwaju przez ostatnie drzwi a potem zdyszana dreptałam na sam początek, żeby siedzieć blisko motorniczego, tak na wszelki wypadek. 


Dzisiaj placyk jest pięknie zagospodarowany, jasno oświetlony i chociaż nadal korzystają z niego najczęściej amatorzy wina marki wino lub taniego piwa popijanego  na "świeżym" powietrzu to ja już tamtędy nie biegam. Nie mam powodu, "12" już na mnie nie czeka.




Czeka tylko stary hrabia Reden, aż mu, jak co roku, ktoś owinie szyję ciepłym, kolorowym szalikiem. 
 

 
Ludzie czekają, aż zwolni się ławeczka przy solankowej tężni i będzie można posiedzieć w słonej mgiełce, posłuchać skrzypienia młyńskiego koła i chlupotu wody i wyobrazić sobie, że się jest w jakimś Ciechocinku. Może się jeszcze jakaś miłość przytrafi?


Róże czekają, aż je zetnie pierwszy przymrozek, bo do bukietów to ścinać nie wolno, by wręczyć ukochanej. Można ją tylko pocałować i odjechać.
 

 
Bo tu nie ma po co dłużej stać. 
 
Wracam do domu. Po drodze kupię sobie ciemne piwo, takie nie za słodkie, nie za gorzkie, jak wspomnienia starej "12".
 



4 komentarze:

  1. Miłe takie wspomnienia, sama mam ich sporo z czasów, gdy w Szczecinie jeszcze jeździły nocne tramwaje. Chorzowa nie znam, ale poznaję dzięki Twoim reporterskim fotografiom. Uściski!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może kiedyś nam się zdarzy tak, że Ty poznasz Chorzów a ja Szczecin, nie tylko ze zdjęć :)

      Usuń
  2. W moim parku też taka solankowa tężnia jakby komuś się wydawało, że jest w stanie zastąpić wycięta drzewa.
    a w mojej okolicy dużo ich wycieli. Za to ktoś posadził pod oknami bloku. Po co? Żeby słońce zasłaniały?
    Nigdy chyba nie zrozumiem tych miejskich niby udogodnień.
    Piękne zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wrażenie, że coraz więcej jest takich absurdalnych, sprzecznych z naturą decyzji.
      Fajnie, że podobają ci się zdjęcia :)

      Usuń