niedziela, 31 stycznia 2021

Dzieje się magia

Dzisiaj, po raz pierwszy od bardzo, bardzo dawna, wyszło słońce. 

Czy to dlatego, że odnalazła je dzielna reniferzyca z cudownej bajki, którą rano opowiadała Katarzyna Rybicka? A może dlatego, że przyszedł jego czas? Tego nie wiem. Wiem jednak, że jego promienie mają magiczną moc i zwyczajny miejski park, zmieniają w tajemniczy las pełen niesamowitych stworzeń.


Wejścia do tej krainy strzeże stworek nieduży i wydawałoby się niezbyt groźny, jednak gdy go zignorujesz, nie przywitasz się odpowiednio grzecznie i nie nakarmisz przyniesionymi w kieszeni orzeszkami, poplącze ci ścieżki i błądzić  w tej mroźnej krainie będziesz po kres czasu.

Wszystko będzie ci przed oczami migotać i udawać coś innego niż to, czym jest naprawdę.
 


Grozić ci będą straszliwe tortury.

Albo od czarciego ognia zginiesz.

Bestie rozszarpią cię na kawałki.

Nikogo o drogę zapytać nie możesz, bo nikt kto choć odrobinę rozumu ma w głowie, w ten las się nie zapuszcza. A tamtejsze stwory kłamią, mamią i żarty sobie robią z naiwnych.

 

Wskazując drogę ku wysokiej wieży, na której żaden przystojny książę z ciepłym posiłkiem nie czeka.

 


Więc czym prędzej uciekaj z tego miejsca, nim drzewa w stal się zamienią a twoje serce na wieki grudką lodu się stanie.


Zmykaj nie oglądając się za siebie.

No, chyba , że jednak zaskarbiłeś sobie sympatię strażnika tej tajemniczej krainy. Wtedy możesz zabrać ze sobą znalezione skarby.

Garść magicznych jagód, dla urody.

Biały (pa)proszek przeciwko wszelkim zmartwieniom


No i to, po co tam tak naprawdę wlazłeś. 

Listek szczerozłoty szczęście i dobrobyt na cały kolejny rok zapewniający.

Możesz bezpiecznie opuścić magiczny las i spokojnie wrócić do domu.

 

Pamiętaj jednak, że aby magia zadziałała musisz jeszcze dzisiaj jeden dobry uczynek zrobić.💟







 


niedziela, 10 stycznia 2021

Po drugiej stronie płotu

Lubię zarośnięte, zaniedbane ogrody, w których wygrywa natura. W mojej dzielnicy jest kilka takich, które podglądam przez płot.

 

W starych domach, ledwie widocznych zza plątaniny gałęzi, żyją samotnie strażnicy rodzinnego majątku. Jeden z nich, czasem gdy zatrzymuję się, by zrobić fotki badylkom z jego ogrodu, wychodzi ze mną pogawędzić. Tym razem i on poprosił o zdjęcie. Nie mogłam odmówić. Obiecałam wywołać odbitkę. Dłuższej rozmowy przy kawie nie obiecałam, choć tego pewnie starszemu panu najbardziej brakuje.

 


Młodsze pokolenie wyfrunęło gdzieś daleko. Żona na tamtym świecie od lat wielu. Za jedyne towarzystwo ma hałaśliwe wróble.

Sił już mu nie starcza na ogarnięcie zbyt dużej przestrzeni. A tu jeszcze śnieg trzeba odgarnąć. Liście wygrabić. O dach zadbać, żeby nie przeciekał. Do pieca dołożyć, bo chłodem od pustych ścian wieje.

Sprzedałby. Wyjechał. Marzenia z dawnych lat spełnił. Ale obiecał. Obiecał żonie, tak jak i ona wcześniej własnej matce obiecała, że na zatracenie domu nie zostawi. Swoje życie poświęci, ale domu nie porzuci.


Potakuję z grzeczności. Mówię, że rozumiem. I przypominam sobie swój lęk najstraszniejszy sprzed lat, że i ja zostanę kiedyś stara, słaba i samotna w ogromnym zrujnowanym domu. I swoją walkę z duchami przodków o moje własne życie. I z ulgą oddycham, bo ja ten mój straszny dom sprzedałam. 


Lubię stare, zaniedbane ogrody, kryjące za płotami stare, chylące się ku upadkowi domy. Patrzę na nie i uśmiecham się do siebie.



Jestem po drugiej stronie płotu. Jestem wolna!

 

środa, 6 stycznia 2021

Kamuflaż

Kiedy wychodzę na zakupy i okazuje się, że do dwunastej zostało jeszcze sporo czasu mogę albo zezłościć się na ograniczające moją swobodę przepisy albo... wyciągnąć z plecaka aparat i oddać się przyjemności robienia zdjęć. W pierwszy poniedziałek nowego roku wybrałam tę drugą opcję i poszłam nad wodę.


Wybrali się tam również tłumnie emeryci. Nie marnowali czasu na zakupach. Obsiedli wszystkie ławeczki i wygrzewali się w promieniach tak rzadko ostatnio widywanego u nas słońca. Spacerowali z psami. Doglądali pozostawione im pod opieką wnuczęta, dzielnie próbując dorównać im kroku i na wszelki wypadek zakazać wszystkiego, co mogłoby sprawić dzieciakom radość. Czyste ręce i suche buty są przecież najważniejsze, choć wokół tyle ciekawych rzeczy i stworzeń, które chciałoby się zobaczyć z bliska, dotknąć albo przynajmniej wystraszyć. 

Co żyje przyjmuje więc ochronny kamuflaż w nadziei na to, że pozostanie niedostrzeżonym  przez młodych wojowników uzbrojonych w długie kije i wrzask.

 

Kaczki idealnie wtapiają się w wodę i nieruchomieją w szuwarach.


Wróble, przed chwilą jeszcze radośnie świergoczące, milkną ukryte głęboko w kolczastych w zaroślach.


Inne z powodzeniem udają smukłe gałązki.


Wszystko, co żyje wstrzymuje oddech na czas przemarszu wroga.


I tylko róże nie obawiają się niczego. Zielenią się bezczelnie na przekór porze roku.


 Stają w pąkach nie zważając na nadciągający mróz.



Kwitną dumne ze swej urody i zdają się wołać: halo, tu jestem, patrz na mnie!

 


W wyścigu o uwagę i młodych i starych, przegrywają ze stroszącym piórka kaczorem.

Ja zdecydowanie wolę róże. Nawet jeśli zrobienie im pięknego portretu kończy się  dla mnie wdepnięciem w wielką psią kupę. 

Szczęśliwego nowego roku!


 

poniedziałek, 4 stycznia 2021

Zapiski nałogowego czytacza - Książka poniekąd kucharska, Joanna Chmielewska

Moja pierwsza przeczytana w nowym roku książka, jest poniekąd, jak sugeruje tytuł, książką kucharską. Zazwyczaj nie sięgam po tego typu lektury. Gotować umiem, choć niezbyt lubię. Głównie z powodu małej i ciasnej kuchni, w której skomplikowane, wymuszające użycie wielu ingrediencji oraz licznych garów potrawy wymagałyby zbyt wielu akrobacji. Najczęściej przygotowuję więc to, co da się zrobić w pół godziny i ugotować w jednym, góra dwóch, garach. Wychodzi zwykle na tyle smacznie, że z przyjemnością zjadam i ja i mąż. No, chyba że dodałam cukinii albo imbiru, to zjadam sama a mąż zmuszony jest do spożycia chińskiej zupki zrobionej w Radomiu lub kawałka kiełbasy. Zresztą nawet gdybym w przypływie optymizmu zdecydowała się na przygotowanie jakiejś bardziej wyszukanej potrawy sięgnęłabym raczej do niewyczerpanych zasobów Internetu niż do tradycyjnej książki a ostatecznie i tak ugotowałabym po swojemu, przepisem jedynie lekko się inspirując. 

Skąd więc ta książka kucharska? Ano z kartonu! 

Jakiś czas temu, gdy ponownie zamknięto biblioteki, jako miejsca wyjątkowo silnej transmisji wirusa, wszak tam od rana do wieczora dzikie tłumy chadzają w te i wewte pomiędzy regałami, postanowiłam podzielić się z sąsiadami książkami, które już przeczytałam a nie należą do moich ulubionych. Wybrałam z wielu kartonów, które nagromadziły się w moim mieszkaniu w związku z dokonywaniem większości zakupów on-line najzgrabniejszy. Opisałam tak, by jasnym było, że dzielę się dobrem i niczego w zamian nie oczekuję. Wypełniłam go po brzegi lekturą wszelaką i wystawiłam na klatkę w miejscu dobrze widocznym dla każdego, kto wchodził lub schodził po schodach. 

Przez kilka dni nie działo się nic. Później zauważyłam, ze kilka książek zostało zabranych. Po kolejnych dniach odkryłam, że ktoś do kartonu dołożył coś, czego w nim wcześniej nie było. Odczytałam nazwisko Joanny Chmielewskiej i nie zwracając uwagi na tytuł, wzięłam do domu, ucieszona, że poczytam coś bez wątpienia sensacyjnego i pełnego humoru. I zasadniczo, mimo że zawartość lektury niestety odpowiada tytułowi, a tylko to "poniekąd" w błąd wprowadza, bo to jest naprawdę książka kucharska, taka z przepisami, właśnie tak było.

Uśmiałam się wielokrotnie. Kilka razy wzruszyłam, czytając przepisy na potrawy znane mi z własnego domu (kluski z makiem... mniam...)  i raz nieźle wkurzyłam. Przy przepisie na kotlety schabowe. I teraz się zastanawiam, czy wam tu tego przepisu nie zacytować i nie rozpocząć poważnej  dyskusji w temacie: Jak wykonać kotlet schabowy idealny? Podejrzewam jednak, że dyskusja zaczęłaby się toczyć raczej w kierunku wyższości diety bezmięsnej nad tradycyjną, a do tego mnie przekonywać nie trzeba. 

Przejedzona okrutnie po świętach i pełna kulinarnych wrażeń po lekturze życzę Wam smacznego roku i biegnę zobaczyć, czy w kartonie pojawiło się może coś nowego, na przykład jakiś porządny kryminał.